poniedziałek, 25 marca 2013

50 words of challenge


Tytuł dzisiejszego postu zainspirowany został bardzo popularną ostatnimi czasy powieścią..;P

A tak na serio, to chciałabym, żebyście podjeli wyzwanie i napisali historyjkę na 50 słów, w jakim chcecie jezyku, wybierając jeden z niżej podanych tytułów.

- Wakacyjny romans/ Holiday romance
- Zemsta jest słodka/ Revenge is sweet
- Kłamstwo/ The lie
- Nigdy więcej/ Never again

Takie zadanie sprezentował nam pan od angielskiego( możliwe, że i Wam się kiedyś traliło ), i generalnie myślę, że to całkiem ciekawe ćwiczenie dla aspirujących pisarzy. Więc do dzieła!;)

Tips and tricks
- Wymyślcie fabułę, napiszcie pierwszy szkic nie przejmując się liczbą słów.
- Następnie policzcie słowa, dodajcie lub odejmicie jeśli trzeba.
- Teraz wystarczy przepisać gotową historyjkę!

Fun Fact
Podobno w 1920 roku koledzy Ernesta Hemingway'a założyli się z nim, że nie napisze kompletnej historii skadającej sie z szeciu słów. Koniec końców, koledzy Hemingway'a przegrali zakład, a sam twórca uznał napisana przez siebie historię za jedną z jego najlepszych:

“For sale: baby shoes, never used.”

Jeśli chcecie poczytać krótkie historyjki to mozecie je znaleźć m. in. pod tymi adresami:
http://fiftywordstories.com/
http://www.litdrift.com/2009/09/15/50-stories-under-50-words/

+ podpowiedź jak pisać
http://www.wikihow.com/Write-a-Short-Story

zgłoszenia jak zwykle przyjmuję pod adresem maggie.cz656@gmail.com
POWODZENIA;)

aha. jeszcze tylko deadline! na zgłoszenie macie 2 tygodnie, czyli do 8 kwietnia;)

niedziela, 10 marca 2013

BERLINALE 2013 czyli jak próbuję być filmowcem

Krótki wstępik...
Uznajmy tę bezwstydną przerwę w postach za ferie, które właśnie się skończyły! Nasza dzielna autorka Justyna ma dla Was relacje z tegorocznego festiwalu filmowego Berlinale. Nie przedłużając zapraszam do czytania!

P.S. Kto sie nie może doczekać wiosny???



BERLINALE 2013 czyli jak próbuję być filmowcem
Berlinale to międzynarodowy festiwal filmowy obchodzony od 1951 roku w Berlinie. Jako zapalony kinomaniak staram się być tam co roku. I tak od 2010 roku odwiedziłam Berlinale 3 razy. Oto relacja tegoroczna :)

Dzień 1: Przyjechałyśmy (ja i moja siostra) do Berlina, kompletnie zmarnowane przez całonocną podróż autokarem a pokój miałyśmy dopier od 19:00, więc musiałyśmy dotargać nasz bagaż ze sobą na Postdamer Platz i spędzić tam cały dzień. James Franco miał mieć konferencję prasową, ale nie udało nam się go zobaczyć. Prawdopodobnie przełożyli ją w inne miejsce niż to się dzieje zazwyczaj. Kupiłyśmy więc bilety na dwa seanse (tylko dwa, bo bilety na takich festiwalach nie schodzą poniżej 9 euro): “The Best Offer” i “Promise Land”. O nich więcej za chwilę :)
Postdamer Platz to miejsce gdzie podczas festiwalu dzieje się wszystko. Osoby, które były w Berlinie mogą się zdziwić, że to miejsce może być tak zatłoczone – w innych porach roku jest tam zupełnie pusto. Ale na 10 dni w lutym Postdamer ożywa. Niesamowita atmosfera, pełno ludzi i gwiazdy, które możesz spotkać tuż za rogiem.

Dzień 2: Wreszcie wypoczęte ruszyłyśmy na Postdamer Platz “rankiem”. Nadal miałyśmy nadzieję, na spotkanie Jamesa, bo miał mieć premierę wieczorem w Cinemaxx. Niestety i tam nic się nie wydarzyło (nadal nie wiemy czemu strona oszukiwała zawsze tylko o Jamesie). W każdym razie poszłyśmy do Berlinale Palast (główne kino festiwalowe) by zobaczyć czerwony dywan do „Before Midnight”. Udało nam się zobaczyć Ethana Hawke i Julie Delpy. Potem skoczyłyśmy na tyły kina i tam wychodzący z seansu Ethan dał nam autograf. Nareszcie coś się działo!

Dzień 3: Wczesnym popołudniem odbywała się konferencja prasowa “Side Effects” z Judem Law. Najpierw stałyśmy przy drzwiach hotelu, ale bałyśmy się, że za daleko i nie uda nam się go zobaczyć więc poszłyśmy naprzeciwko drzwi. Na nasze nieszczęście (póki co…) Jude podszedł tam gdzie stałyśmy wcześniej!
Więc czekałyśmy na kolejną konferencję – “The Best Offer”. Wtedy zobaczyłyśmy Goeffrey’a Rusha (nie podszedł do fanów, jedynie pomachał) I – co najważniejsze – Jima Sturgessa. Dwa słowa – ZAKOCHAŁAM SIĘ. Można by utonąć w jego pięknych czarnych oczach. Byłyśmy tam we trzy (reszta ludzi rzuciła się na Ennio Morricone, no ale my nie – ma się te priorytety), więc Jim podszedł do nas uśmiechnięty i zagadał „How how you doin?” z wspaniałym brytyjskim akcentem. Zdecydowanie wszystko w moim życiu sprowadziło się do tego momentu. Wszystko było warte tego spotkania.
Kiedy trochę ochłonęłyśmy wróciłyśmy pod Berlinale Palast (czyli za kino) by porządnie spotkać Jude Law. I udało się! Gdy wyszedł z seansu podszedł do nas, powiedział „It’s nice to meet you” i podpisał nasze dvd „Sherlock Holmes”.
Dla takich dni żyję.

Dzień 4: Zdecydowałyśmy się zwolnić tempo więc ominęłyśmy konferencję z Paulem Ruddem (ale więcej o nim poniżej) i poszłyśmy zobaczyć konferencję “Night Train to Lisbon” z Jeremym Ironsem i Melanie Laurent. Jeremy dał 2 autografy i wszedł do budynku ale Melanie dzielnie została na dłuższą chwilę z fanami. Udało mi się powiedzieć jej, że ma piękne włosy i podziękowała uśmiechając się.
Wieczorem poszłyśmy na „The Best Offer”. Ten film jest niesamowity. Brak mi słów.

Dzień 5: Reszta naszej ekipy dotarła rano do Berlina więc już razem ruszyłyśmy na podbój Postdamer Platz. Weszłyśmy na chwilę do Hyatt’u i… wpadłyśmy na Paula Rudda wychodzącego z toalety! Najlepsze było to, że kompletnie się tego nie spodziewając nie mogłyśmy nic z tym faktem zrobić (no i bałyśmy się, że nas wyproszą) i jestem prawie pewna, że powiedziałam mu „FUCK” prosto w twarz.
Nie później jak po godzinie zobaczyłyśmy Tima Robinsa opuszczającego Cinemaxx tylnym wyjściem. Głupio było nam podejść, bo był otoczony grupą ludzi, która z nim przyszła, ale przecznicę dalej udało nam się go złapać samego, palącego przed restauracją. Dając nam autografy powiedział „Vote for me as a Pope”. Szkoda, że nie udało nam się tego nagrać.

Day 6: Konferencja prasowa “The Croods” z Nicolasem Cage’m i Emmą Stone! Było tylu fanów że prawie mnie zgnietli! Ale widziałam oboje z odległości 20 cm od twarzy (stanie 3 godziny przy barierkach się opłaca).
Tego dnia udało nam się zobaczyć Katherine Denevue, a raczej jej profil.
Premiera „The Croods” to chyba najbardziej oblegana premiera jakiej byłam świadkiem na tym festiwalu. Tłumy czekały przy czerwonym dywanie już na dwie godziny przed seansem. Wieczorem udałyśmy się na pokaz filmu “Promised Land”, który można teraz oglądać u nas w kinach. Autorami scenariusza są Matt Damon i John Krasinki. I oni też grają główne role. Pozostaje mi tylko gorąco go polecić. Może „szału nie ma” ale warto zobaczyć wspólną pracę tego duetu.

Day 7: W ostatnie 2 dni festiwalu nic się nie dzieje. W przedostatni wieczór jest gala wręczenia Niedźwiedzi, ale z przykrością muszę przyznać, że nie jest to gala na miarę festiwalu. Ani to ciekawe, ani zabawne (a pani prowadząca tak się starała…) i na dodatek zrobione „aby odklepać”. Ale trzeba było się wybrać oczywiście, i obejrzeć przed kinem na telebimie. Tylko ci ludzie wokół jacyś tacy drętwi…
Tak czy siak Berlinale było cudownym czasem. W przyszłym roku jadę na całość by nikogo ani niczego nie przegapić ;)
Mam nadzieję, że będzie tylko lepiej!

- Justyna (https://twitter.com/dailyhairporn)